RE: Geo. politycza kilka pytań w miare pilne :)
No i materiał nt. zmian terytorialnych po wojnie
Tylko z Niemcami i Słowakami udało się nam uczciwie przesunąć granice
Zamienił stryjek...
Inaczej nie można nazwać interesów, jakie robiliśmy z sąsiadami na zmianach granic. Na szczęście przynajmniej w jednym wypadku ma nastąpić zwrot siekierki.
Bo Czesi być może nawet w tym roku (2007) oddadzą nam 132 hektary ziemi. Ale i tak będą nam jeszcze winni 256 ha. Chcą za nie zapłacić, ale polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie chce słyszeć o pieniądzach. Musi być ziemia.
Wszystko zaczęło się w 1958 roku, kiedy to Czesi poprosili Polskę o przekazanie 1205,9 hektarów ziemi, na której znajdowała się osada Zieleniec, wieś Tkacze, dwie stacje kolejowe, tunel i kilka kilometrów torów. Wszystko po to, aby do narciarskiego ośrodka w Harrachovie mogły dojeżdżać pociągi z Pragi. W zamian Czesi dali nam 837,46 ha porośniętego lasem północnego zbocze Martwego Wierchu koło Jakuszyc. I obiecali, że pozostałe 368 ha kiedyś oddadzą. Nie oddali do dziś.
I to, co chcą oddać nawet jutro, to nie jeden obszar, ale składający się z kilkunastu spłachetków ziemi, z reguły z różnych powodów nie wykorzystanej. Krótko mówiąc, nie wyszliśmy na tej zamianie zbyt dobrze. Warto tu jeszcze dodać, że sześć lat wcześniej, w 1952 roku, Polska zaproponowała Czechosłowacji oddanie zamieszkałe częściowo przez Czechów tereny koło Głuchołazów w zamian za rdzennie polskie Zaolzie. Czesi nie zgodzili się.
Ale to nic w porównaniu z „interesem”, jaki 57 lat temu ubiliśmy ze Związkiem Radzieckim. 480 km kwadratowych najżyźniejszych czarnoziemów, złoża węgla, miasteczko i spore miasto zamieniliśmy na porośnięte lasem góry i wyeksploatowane szyby naftowe. Ba, jeszcze mówiliśmy, że na tej zamianie bardzo dużo skorzystaliśmy.
Zaczęło się tuż po wojnie. Bo okazało się, że Stalin, decydując się na wytyczenie granicy pomiędzy Polską a ZSRR według Linii Curzona (zaproponowana w 1919 roku przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych przyszła granica Polski i Rosji, gdyby rewolucja bolszewicka została stłumiona), pozostawił po polskiej stronie 25-kilometrowy fragment ważnej strategicznie linii kolejowej z Brześcia do Lwowa. Niby nic, wszak Polska to państwo przyjazne, by nie rzec podległe. Ale zawsze jakiś wróg ludu może się tam trafić, zwłaszcza że ludowcy Mikołajczyka nie zostali jeszcze doszczętnie wybici. I donieść imperialistom o jakimś tajnym transporcie. Poza tym to tereny bardzo żyzne, na których najbardziej wymagające buraki rosną jak na drożdżach. Co prawda Związkowi Radzieckiemu nie brakowało żyznych czarnoziemów, ale i te dodatkowe hektary się przydadzą. Od takiego przybytku głowa nie boli.
Ale faktyczny powód był inny. Przed wojną prof. Jan Samsonowicz odkrył pokłady węgla, ciągnące się od Parczewa za Krystynopol. Dokumentacja poszukiwań, zachowana w instytucie geologicznym Uniwersytetu Lwowskiego, wpadła w radzieckie ręce jeszcze w 1939 roku. Następnego roku świeżo utworzone przedsiębiorstwo poszukiwawcze „Lwiwuglerozwidka” natychmiast ruszyło w teren. Zanim cokolwiek odkryto, na ZSRR uderzyli Niemcy. Wznowiło je przedsiębiorstwo „Wołyńwuglerozwidka”, gdy tylko umilkły odgłosy przesuwającego się na zachód frontu. Ale węgiel odkryto dopiero pod koniec 1948 roku koło wsi Bużanka. Natychmiast zaczęto budowę kopalni. A że złoża ciągnęły się w kierunku zachodnim, a tam już była Polska, więc Stalin zdecydował, ze trzeba przesunąć granicę.
Do Moskwy została wezwana delegacja polska, której zakomunikowano, że tzw. kolano Bugu z Bełzem i Krystynopolem przechodzi we władanie ZSRR. Na otarcie łez Polacy dostaną kawałek dzikich Bieszczad za Sanem, gdzie jeszcze rdzewieją szyby po kompletnie wyeksploatowanych złożach ropy i gazu.
15 lutego podpisano stosowne umowy. Ale konsternacja, nawet u wyjątkowo uległej ekipy Bieruta musiała być silna, skoro nie do końca stłamszone społeczeństwo zostało o tym fakcie poinformowane dopiero pod koniec maja. No bo trzeba było jakoś wytłumaczyć fakt zamiany siekierki na kijek...
No to ogłoszono, że oddajemy co prawda ziemie żyzne, ale słabo zaludnione. A przejmujemy tereny... przemysłowe (!) z bogatymi zasobami ropy i gazu, niezbędnymi do wykonania Planu Sześcioletniego. Faktycznie oddaliśmy obszar o zaludnieniu znacznie wyższym niż obecnie na terenach, które ocalały, z glebami pierwszej i drugiej klasy bonitacji, no i węglem pod ziemią.
Dostaliśmy kompletną, porośniętą lasem dzicz o zaludnieniu porównywalnym z Syberią. Owszem, ropa i gaz tam były, ale przed wojną. Potem kopalnie w Uhercach Mineralnych, Ropience i Łodynie i obsługująca je rafinerie w Ustrzykach Dolnych i Wańkowej pracowały bardziej dla zasady niż zysku.
Układ zakładał m. in. wymianę ludności. Nie było wszakże co wymieniać; ZSRR dał nam bezludną głusz, więc z wyjątkiem Ustrzyk praktycznie nie było tam ani jednego domu, by mogli w nim zamieszkać przesiedleńcy z Bełza (w Ustrzykach domów starczyło tylko dla nich), Krystynopola, Uhnowa, Korczowa, Tuszkowa, Przemysłowa, Wierebiąrza, Rusina, Staj, Waręża, Worochty, Uhrynowa, Piaseczna i innych miejscowości. Większość przesiedlono więc na Zamojszczyznę i na Ziemie Odzyskane.
Zresztą i do wielu opuszczonych przez Polaków domów nikt się nie wprowadził. Worochta została zrównana z ziemią. Kołchoźnicy, którzy mieli uprawiać oddane pola, mieli być „skoszarowani”. Niektórym przesiedleńcom, którzy zamieszkali w pobliskich, pozostawionych Polsce wsiach, jeszcze pozwolono 1 listopada rankiem zapalić świeczki na grobach. Ale ich buraki wykopali już kołchoźnicy ukraińscy.
A trzy lata później na żyznych polach wyrosły stalowe wieże. To nowe kopalnie węgla Zagłębia Wołyńskiego, świeżo powstałego na zabranych Polsce ziemiach. Działają zresztą do dziś. Kopalnie węgla o przeciętnej rocznej zdolności wydobywczej ok. 15 mln. ton. Dla porównania, to więcej niż produkują kopalnie Borynia, Jas-Mos, Krupiński, Pniówek, Zofiówka i Budryk, wchodzące w skład Jastrzębskiej Spółki Węglowej (13,3 mln ton rocznie), ale nieco mniej niż rocznie wydobywa sześć kopalni Katowickiego Holdingu Węglowego (17,5 mln ton), Kazimierz-Juliusz, Murcki, Staszic, Wieczorek, Wujek, Mysłowice-Wesoła.
W zasadzie dobry interes na zamianie terytoriów ubiliśmy tylko z Niemcami i Słowakami. Już w 1945 roku okazało się, że wielcy tego świata, wytyczający granice palcem na mapie, przyznali Polsce m. in. Stare Warpno (Altwarp), leżące na cyplu oddzielającym jezioro Nowowarpieńskie od zalewu Szczecińskiego. Miasto miałoby połączenie z Polską tylko drogą wodną. Oddając Niemcom z NRD Altwarp i leżący po południowym brzegu jeziora Rieth, dostaliśmy w zamian Bamisław, Bobolin, Buk, Pargowo, Rosówek i Stolec.
Kilka lat później, w 1951 roku oddaliśmy Niemcom 76,5 ha w okolicach Pyrzyc w zamian za analogiczna powierzchnię koło Świnoujścia, gdzie mieściły się ujęcia wody pitnej dla tego miasta, które wspomniani wyżej wielcy przyznali Niemcom. I przez sześć lat Świnoujście musiało sprowadzać wodę zza granicy. W międzyczasie była jeszcze jedna drobna korekta, dostosowująca granicę do przebiegu drogi koło wspomnianego już Buku.
Także uczciwa była zamiana ze Słowacją jako częścią Czechosłowacji. W 1976 roku za ćwierć kilometra kwadratowego koło Lysej nad Dunajcom oddaliśmy analogiczną powierzchnię koło Wojkowej. Polska planowała bowiem budowę zbiornika na Dunajcu (ukończona dwadzieścia lat później) i teren ten był niezbędny, aby można było wybudować zaporę.
Zamian terenu z niepodległą Słowacją było trzy, ale w zasadzie były bardziej symbolem niż wymianą, bo dotyczyły w sumie niespełna jednej trzeciej (!) hektara. Było to „wyginanie” granicy, by biegła środkiem drogi albo by można było ustawić słupy graniczne. Ot, formalność.
|